Chciałam Wam podziękować za kolejny wspólny rok. I chociaż do Sylwestra jeszcze kilka dni, mam dla Was Sylwestrowy prezent :)
Gdybym miała się nie pojawić do weekendu, to życzę Wam, aby następny rok przyniósł Wam spełnienie marzeń, przede wszystkim tych, o których sami boicie się marzyć z obawy przed ich niespełnieniem. Życzę Wam radości, prawdziwej i nieposkromionej z każdego nawet najmniejszego dorbiazgu i życzę tej miłości, która daje siłę i nadzieję. Szczęśliwego Nowego Roku.
TA JEDNA W ROKU/ŻYCIU NOC
Cierpliwość nigdy nie stanowiła mocnego punktu w moim charakterze. Chociaż ludzie wokół mnie twierdzili inaczej. Tak czy siak, kolejny raz spojrzałam na wiszący na ścianie zegarek i ciężko westchnęłam. Zostało kilka godzin, a jego wciąż nie było. Nie, żeby to było po raz pierwszy. Co to, to nie. Tryb życia, jaki prowadził sprawiał, że więcej go nie było niż był, a jak już bywał to z notorycznym spóźnieniem. Jednak jedno trzeba było mu przyznać, doskonale wiedział jak ułagodzić kobiecy charakter i jak wynagrodzić godziny czekania. A wierzcie mi, warto było czekać.
Nie zmieniało to jednak faktu, że za każdym razem marudziłam pod nosem. Krzątałam się po domu szykując na jego przybycie. Wszystko było gotowe, a przede wszystkim ja – dosłownie i w przenośni. Dom, tak naprawdę, mógł popadać w ruinę, nie zwracał na to uwagi. Liczyłam się przede wszystkim ja. Dużo tego przede wszystkim, ale w jego przypadku trudno unikać tego sformułowania. Bo przede wszystkim to był ON. Wiedziałam, ba czułam każdym nerwem, że to ten facet, który przewróci mój świat do góry nogami. Przewrócił i to nie raz, począwszy od pierwszego spotkania. Kiedy jednak patrzy się w te jego uwodzicielskie oczyska, trudno skupić się na czymś innym i rozważać logiczne argumenty. Po prostu chce się go tu i teraz. No co, przecież mówiłam że cierpliwość nie jest moją mocną stroną.
Pierwsze spotkanie… długo by opowiadać. Chociaż nie, to raczej typowa historia z typu „Kobieta poszła do baru…” i dopowiedzcie sobie resztę. Rzeczywistość była jednak nieco inna. Byłam w tym barze, broń boże nie w celach podbojów erotycznych. Poszłam, bo musiałam i obiecałam pocieszyć złamane po raz kolejny serce koleżanki. Jej serce z natury dość szybko się skleja i po godzinie płakania i kilku drinkach zostawiła mnie samą, znikając za drzwiami wdzięcznie uwieszona ramienia, dopiero co poznanego bruneta. Kolejny kandydat na szybkie pocieszanie i łamanie jej organu zwanego zbyt szumnie sercem.
Zostałam więc sama nad kieliszkiem wina i pogrążyłam się w zadumie. Nie, za dużo powiedziane, raczej udałam się w świat fantazji, gdzie wszystko było prostsze. Czasami tak robię… aby zachować zdrowy rozsądek i nieco odpocząć od obecnego wszędzie zgiełku. Wiem, że może nieco chaotycznie opowiadam, ale już przechodzę do sedna…
Siedziałam więc sobie nad tym kieliszkiem. W myślach oddawałam się znacznie przyjemniejszym czynnością… nie, nie takim wy świntuchy. Po prostu marzyłam o zielonej łące, miękkim kocu i dobrej książce. A wokół błoga cisza. Gdy w te moje marzenia nagle wdarł się męski głos. Całkiem przyjemny, jednak akurat w tej chwili bardzo irytujący. Uniosłam wzrok, by w miarę grzecznie spławić delikwenta. Kiedy jednak spojrzałam w te jego oczy… Łąka czmychnęła z mych myśli szybciej niż powiesz słowo sex. Jej miejsce skutecznie zajęły inne obrazy, znacznie bardziej ciekawsze i zapewniające chociażby… zadyszkę. A myślcie sobie, co chcecie.
W każdym bądź razie patrzyłam w te oczy i patrzyłam. I mój słaby punkt charakteru dał o sobie wyraźnie znać, że chce go tu i teraz. No i… może nie było tu i teraz, ale tak raczej coś w stylu… 30 minut później moja ciekawość i cierpliwość zaczęły być zaspokajane.
Od tego czasu minęło kilka miesięcy. On wracał. Dziwne, co nie? Też mu się dziwiłam. Sądziłam, że będzie to jeden wspólny wieczór i noc, a potem zniknie. Jednak stało się nieco inaczej. Oczywiście, że rankiem zniknął, ale dwa dni później pojawił się z powrotem. Potem sytuacja znów się powtórzyła. Potem jeszcze raz. W końcu przestał czmychać o poranku. Żegnał się normalnie, by wrócić za kilka dni lub tygodni, czasami nawet miesięcy.
Nigdy sobie niczego nie obiecaliśmy. Nie powiedzieliśmy słów, które mogły by wzbudzić niepotrzebne nadzieje. Korzystaliśmy z chwil ofiarowanych nam przez los. Czerpaliśmy z nich pełnymi garściami. Tak było w tej chwili nam dobrze.
Dzisiaj powiedział, że będzie. To jedyny taki szczególny dzień w roku. Taki przełom dający nadzieję. Więc czekałam wędrując z kąta w kąt i kolejny raz przesuwając stojące na półkach bibeloty. Czerwona koronka opinała mnie w najbardziej newralgicznych miejscach, a spływające na ramiona włosy delikatnie łaskotały odkryte fragmenty skóry. Praktycznie nie miałam makijażu. Nie przepadałam za nim, a i ON wolał, że gdy całując moje powieki, muskając policzki, czuł mój smak a nie rozmazujące się pod jego dotykiem chemikalia. Niektóre z was powiedzą, że są kosmetyki, które są w stanie przetrwać każde męskie podchody. Odpowiem wam jedno, widocznie nie spotkałyście naprawdę namiętnego mężczyzny.
Wracając jednak do czekania. Minęła kolejna godzina, a jego ani śladu. Mieszanka niepokoju i niecierpliwości zdecydowanie źle wpływa na mój charakter. Na przemian robiło mi się zimno i gorąco. Rozpięłam kilka guzików przy dekolcie i usiadłam na kanapie. Rozstawione świece rzucały migotliwe światło na moją sypialnię. Łóżko zajmowało centralną pozycję, było duże i wytrzymałe. Sprawdziliśmy to nie raz. Teraz pyszniła się na nim świeża pościel pachnąca słońcem i latem. Idealne gniazdko na czułe powitania, gdyby było tylko kogo witać.
Z ciężkim westchnieniem wstałam i podeszłam do okna. Mieszkałam w spokojnej dzielnicy, a okna sypialni wychodziły na niewielki ogród, który współdzieliłam z sąsiadami z domu naprzeciwko. Zazwyczaj ukryty w cieniu drzew, teraz jaśniał od śniegu i rozwieszonych lampionów. W powietrzu czuło się ekscytację i oczekiwanie, ja też to czułam, jednak z całkiem innych powodów.
Oparłam dłoń na szybie. Chłodna tafla schłodziła moją skórę, a powiew mojego oddechu narysował na szkle delikatny, prawie przejrzysty obłok. – Gdzie jesteś? – Wyszeptałam do czającego się za okiem mroku.
- Tam, gdzie cały czas pragnąłem być. – Rozległo się nagle za moimi plecami, a chłodne męskie ramiona objęły mnie w tali. – Przepraszam, śpieszyłem się jak mogłem, ale ten ruch na drogach i ten cholerny śnieg…
Nie słuchałam go. Liczyła się jego obecność. Szybko odwróciłam się do niego przodem. Spojrzeniem starałam się w ciągu kilku sekund sprawdzić, czy jest cały i zdrowy, a zarazem nacieszyć jego widokiem. Było to zadanie trudne do wykonania, bo zachwycać się było czym i to w całkiem sporych ilościach.
Zamilkł i z uśmiechem na spierzchniętych wargach przetrwał moje oględziny. Ciemna koszula doskonale opinała jego ramiona, a granatowe dżinsy podkreślały długość i muskulaturę nóg. W moim wnętrzu rozpętała się gwałtowna burza, która niczym tornado chciała zerwać z niego te skrawki materiału i porwać go w swój nieokiełznany wir.
Znał mnie. Znał mnie za dobrze. Czuły uśmiech zniknął z jego twarzy, zastąpiony przez płonące pożądaniem spojrzenie. Uniósł dłoń i delikatnie dotknął kosmyk moich włosów. Zsunął rękę na moje nagie ramię. Zadrżałam od jego dotyku i chłodu, jaki wciąż bił od jego ciała. Chciał cofnąć dłoń, jednak chwyciłam ją i przywarłam do jej wnętrza rozpalonym policzkiem. Potem ustami, aż czubkiem języka zanurkowałam z znajomym zagłębieniu.
Gdzieś pomiędzy moim „tęskniłam”, jego „jesteś piękna”, granatowe dżinsy dołączyły do leżącej już na podłodze koszuli. Jego dłonie rozgrzewały się bardzo szybko podczas wędrówki po moim ciele. Kontrast pomiędzy ciepłem panującym w pokoju, a jego wychłodzoną skórą, doprowadzał mnie na skraj szaleństwa.
Kiedy pod plecami poczułam miękkość łóżka, a na sobie tak dobrze znajomy i wytęskniony ciężar, wiedziałam, że jak zawsze warto było czekać. Zatraciłam się w jego pocałunku, smaku ust i szorstkości warg. Zatańczyłam szalone tango z jego zwinnym językiem, który nagle powędrował wzdłuż mojej żuchwy, poprzez szyję, aż do obojczyka, by zsunąć się na odkryte przez zwinne palce inne rejony.
Nabrzmiałe brodawki od dawna stały w gotowości, czekając na chociaż odrobinę jego uwagi. Kiedy w końcu poczuły wilgoć i ciepło wnętrza jego ust, gdyby miały usta westchnęłyby, zamiast tego ja wydałam z siebie trudny do opisania dźwięk.
Dobrze znał moje wrażliwe rejony. Był niczym Jack Sparrow podążający za kolejnym skarbem, a którego igła kompasu wyraźnie wskazuje upragniony kierunek. Bezbłędnie odczytywał mapę mojego ciała, umiejętnie korzystając z danych mu przez los walorów. Czasami dobrze poddać się takim działaniom, ponieść chwili…
Jego długie palce nie mogły nigdzie na dłużej zagrzać miejsca. To tu, to tam. Jędrny wzgórek prawej piersi, delikatna skóra na brzuchu, muśnięcie policzka, lewy wzgórek piersi i nagle miłosna dolina, która czekała na niego od bardzo dawna. Mówiłam już, że jestem niecierpliwa?
On też o tym wiedział. Czasami jednak wystawiał mnie na próbę, dręcząc słodką tortura, zmuszając do ćwiczenia swojego niedoskonałego charakteru.
Tym razem jednak oboje chcieliśmy tu i teraz. Dlatego porzucił miłosną wędrówkę i bezbłędnie ulokował się w strategicznym miejscu. Uniosłam biodra, on przesunął się do przodu…
I wszystko znalazło się na swoim miejscu. Zatoczyło koło, by odnaleźć nas wśród splątanego prześcieradła, z trudem łapiących oddechy i wpatrzonych w swoje oczy. Tak zawsze miało być. Jakby od samego początku, wszystkie moje działania, wszelkie decyzje, prowadziły właśnie do tego miejsca i tej chwili… do tego mężczyzny.
Powolne ruchy przybrały na sile. Krople potu spłynęły po naprężonych mięśniach. Lecieliśmy, unosiliśmy się gdzieś w górze. Zniknął sufit i chmury pokrywające nocne niebo. Zostały gwiazdy oślepiające swym blaskiem. Został on, będący moją częścią, dopełnieniem.
Nagłe drżenie. Trudne do opanowania i zniewalające całe ciało. Pozbawiające tchu. I oślepiający błysk, potem kolejny. I złączony krzyk, gdy idealna harmonia otuliła nas kokonem rozkoszy.
Po kilku sekundach, a może minutach? Nie wiem i nie ważne. Kiedy poczułam, że znajduję się we własnym łóżku, a wciąż we mnie wtulony leży obok mój mężczyzna… Błogość i radość rozpłynęły się po zmęczonym ciele. Przy nim, byłam gotowa nauczyć się cierpliwości. Spojrzał na mnie. Po raz pierwszy dostrzegłam tę czułość, niepohamowaną radość i coś jeszcze, co trudno uchwycić, a jeszcze trudniej opisać słowami, by nie zbezcześcić źle dobranym słownictwem tej magii, tego daru, który kryje się w niewypowiedzianych słowach.
Po jakimś czasie odezwał się pierwszy. Kącik warg drgnął mu w uśmiechu, gdy przysunął się do mnie i całując mnie w czubek nosa wyszeptał. – Szczęśliwego Nowego Roku. Co prawda fajerwerki już za nami, ale szampan wciąż czeka na stole…
Wiecie, długo to on na tym stole nie postał. I zdradzę wam jedno, szampan smakuje doskonale zlizywany z męskiego brzucha. J
KONIEC
Brak komentarzy
czwartek, 17 maja 2012
Licznik odwiedzin: 13 280 (wersja testowa)
| « maj » | ||||||
| pn | wt | śr | cz | pt | sb | nd |
|---|---|---|---|---|---|---|
| 01 | 02 | 03 | 04 | 05 | 06 | |
| 07 | 08 | 09 | 10 | 11 | 12 | 13 |
| 14 | 15 | 16 | 17 | 18 | 19 | 20 |
| 21 | 22 | 23 | 24 | 25 | 26 | 27 |
| 28 | 29 | 30 | 31 | |||
Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:
Jeżeli lubicie świat Supernatural, przygody głownych bohaterów, tutaj znajdziecie małe coś... Jest to miejsce, gdzie są wytwory mojej wyobraźni przelane na klawiaturę. To historie nie wybitnie literac...
więcej...Jeżeli lubicie świat Supernatural, przygody głownych bohaterów, tutaj znajdziecie małe coś... Jest to miejsce, gdzie są wytwory mojej wyobraźni przelane na klawiaturę. To historie nie wybitnie literackie, nawet do takich nie pretendują. To historie których czytanie ma wam sprawić tyle frajdy, co mi ich pisanie.
schowaj...